Cześć cześć! Po 10 miesiącach męki mamy wakacje. Huh! W sumie to się cieszę, ale w sumie... to nie. Wakacje wakacjami wszystko super fajnie, ale właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że to moje ostatnie takie "prawdziwe" wakacje. Za rok matura i wszystko inne związane z dalszą edukacją, co jest na pewno tematem mało przyjemnym i stresującym, więc ja nie do końca jestem pewna czy takie wakacje nazwę wakacjami?? Dobra, stop. Ja jak zwykle wymyślam i marudzę. Ja w chwili obecnej kończę się pakować i jutro z rana z moją niezawodną i niezmienną od 10 lat ekipą ruszam na Trójmiasto. Jeden dzień Openerka i trzy dni plażowania (chociaż coś czuję, że pogoda na to nie pozwoli) yassss! Cały rok czekam na te kilka dni w Sopocie, który kocham kocham uwielbiam! Właściwie, to w tym roku wakacje zaczęłam tydzień wcześniej, bo byłam na wycieczce w Budapeszcie. Powiem Wam, że jakoś nigdy nie miałam planów tam jechać i Węgry jakoś nie wydawały mi się atrakcyjne. Pewnie na pytanie co kojarzy mi się z Węgrami, odpowiedziałabym Barbara Palvin i zupa gulaszowa (którą kocham ponad życie i znajduje się w mojej top 3 jeśli chodzi o zupy hehehe). Muszę przyznać, że Budapeszt bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i z chęcią pojechałabym tam nawet i jutro. Albo nie, nie jutro, jutro Sopot i pojutrze Opener więc te terminy odpadają:) Gorąco polecam Wam to miasto. Przeurocza architektura (którą ja określiłam jako coś pomiędzy tą francuską, a włoską) mnóstwo miejsc do spacerowania i zwiedzania - zwłaszcza wzgórze Gellerta, które okazało się genialną miejscówą na podziwianie panoramy miasta oraz workout (samo wejście na to wzgórze to już trening). Ostatnią noc wycieczki spędziliśmy w Krakowie i właściwie to był mój pierwszy raz w tym mieście. Kilka razy przez nie przejeżdżałam, ale nigdy go tak naprawdę nie widziałam, więc miałam jakieś 24h na zobaczenie tego, co w Krakowie zobaczone być powinno:). I potwierdzam - w "lodziarni na Kazimierzu, w której zawsze są kolejki" rzeczywiście są kolejki i lody rzeczywiście są super pycha.
wtorek, 28 czerwca 2016
sobota, 5 marca 2016
Hey! Miałam dla Was wrzucić jakiegoś bonusa, a więc jest! Przygotowałam dla Was konta na instagramie, na które zaglądam najczęściej i najchętniej. Starałam się wybrać takie, o których mogliście jeszcze nie wiedzieć. Są to głównie konta blogerek, ale to właśnie takie konta cieszą moje oko:) Są to głównie osoby, które cały czas podróżują i co chwilę dodają zdjęcie z innego zakątka świata, dlatego też tak bardzo je cenię/podziwiam/zazdroszczę/. Mam nadzieję, że przypadnie Wam ktoś z nich do gustu - ja osobiście polecam obczaić chociaż kilka na insta!
@kristinabazan
Jeżeli zapytalibyście mnie, która z blogerek jest moją ulubioną, to bezapelacyjnie i bez wahania wybrałabym właśnie tą, szwajcarską blogerkę. Kristina to obecnie jedna z najpopularniejszych (chyba tylko Pani Ferragni jest o jeden poziom wyżej od niej) i najbardziej rozchwytywanych blogerek. Przed jej domem w szwajcarskiej, małej wiosce pasły się kozy. Obecnie współpracuje z takimi markami jak Hugo Boss, Elie Saab czy L'oreal Paris. Można? Chyba można!
@tuulavintage
Ta dziewczyna kojarzy się przede wszystkim z ciągłymi podróżami, które stały się jej sposobem na życie. Jeśli marzą Wam się jakieś podróże np. do Tajlandii, Maroko, Tulum czy też Japonii, to strzelam w ciemno, że ta dziewczyna nie raz tam już była. Wystarczy obczaić kilka zdjęć na jej insta, żeby dojść do wniosku, jak mnóstwo miejsc na świecie trzeba koniecznie zobaczyć!
@thecurvyfashionista_
Jeśli lubicie konta, na których można szukać inspiracji - głównie tych modowych - to koniecznie musicie dać temu kontu follow. Praktycznie codziennie są tam dodawane stylizację dobrze znanych nam osób w charaterystycznym filtrze. To konto musi mieć "to coś" skoro wszystkie Kardashianki je follują i lajkują, huh?
@tammyhembrow
Jeśli kręci Was fit lifestyle i ćwiczenie, to zdecydowanie propozycja dla Was. Oprócz tego, że ma zawsze ładny makijaż i outfit, to tworzy programy treningowe. Z resztą wystarczy tylko spojrzeć na zdjęcia poniżej, które mówią same za siebie - body goals!
@whatannawears
A teraz czas na jakiś polski akcent! Znacię "what anna wears"? Nie dość, że ma poczucie stylu, uwielbia podróżować, to również biega w maratonach - nawet i w tych afrykańskich! Widać, że dziewczyna ma ogromny zapał i pasje. Lubię jej insta zwłaszcza za te wszystkie foty z egzotycznych podróż. Follownijcie ją, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście!
@sincerelyjules
Ta dziewczyna kojarzy mi się z kawą i obsesją na punkcie kalifornijskich palm. Jeśli macie tumblra, to prawdopodobnie nieraz zreblogowaliście bądź widzieliście jej zdjęcia, które według mnie, mają charakterystyczną estetykę.
@tashoakley
A jeśli jesteście fanami Słońca, plaż, strojów kąpielowych i szlafroków (w skrócie: wieczne wakacje), to prawdopodobnie już tę dziewczynę znacie. Natasha to australijska blogerka, która wraz ze swoją przyjaciółką Devin (które są nierozłączne) prowadzą sklep ze strojami kąpielowymi. Obie słyną z dzikiej obsesji do szlafroków, w których chodzą chyba częściej niż w normalnych ciuchach. Śledzę je na snapie i krótko mówiąc - mój life goal. Sami zobaczcie!
@streetstyleonly
Kolejne konto, na których możecie znaleźć inspirację do Waszych outfitów. Konto głównie opiera się na zdjęciach paparazzi, a nie tych prywatnych zdjęć gwiazd.
@marianna_hewitt
Marianna natomiast, to blogerka z Los Angeles, która również działa na youtube. Ma tam swój kanał, na którym znajdziecie różne mejkapowe tutoriale oraz videorelacje z jej podróży. Często jest mylona z Kim Kardashian. Widzicie podobieństwo? Ja zdecydowanie tak.
@songofstyle
Z tą dziewczyną łączy mnie pewna rzecz - obie darzymy awokado miłością nieskończoną! Serio, za każdym razem, kiedy oglądam jej snapy - ona je kanapki z awokado. Aimee większość swojego czasu spędza ze swoją siostrą, która z nią podróżuje.
Tyle ode mnie na dzisiaj! Mam nadzieję, że post przypadł Wam do gustu. Zawsze coś nowego, nie? Jeśli podobają się takie posty, bądź też nie, dajcie znać. Wysyłam Wam wszystkim buziaki.
piątek, 26 lutego 2016
work work dirt dirt
Hola! Przypominam wszystkim, że od wielkiego dzwonu jestem blogerką od siedmiu boleści. No no, może przesadzam, aż takiej tragedii chyba jeszcze to ni ma. Ogólnie, to powiem Wam, że obróbka/zrzuta zdjęć to jest dla mnie najgorsza robota ever, bo mam wrażenie, że to nigdy się nie kończy. Kurczę. Może powinnam działać jak Chiara Ferragni. Stworzę swój własny blogerski team - pani x będzie od obróbki, pani y od fotografowania, pan z będzie mi robił mejkap. Ale czad, co? Kto się pisze na biznes plan palistory team?! Dobra, koniec z tym wymyślaniem. Powiem Wam, że momentami świtają mi jakieś pomysły w głowie, żeby czasem tu dodać jakiś bonus, trochę odbiegający od moich typowych postów, ale potem gdzieś mi to ucieka, bo jednak stwierdzam, że tego ludzie mają przesyt w obecnych internetach. Kurcze, co mi odbiło dzisiaj, jakieś dziwne rzeczy piszę. Chyba po prostu za dużo oglądam snapów fajnych snapowych ludzi. Chyba na pewno.
A nawiązując już do moich zdjęć z tego posta. Robiłam je już jakiś czas temu, ale chyba są spoko. Z góry przepraszam za wszystkie moje dzikie miny, ale do takich fot chyba najbardziej lubię potem wracać. Bo te sztuczno-pozująco-stojące już się chyba wszystkim przejadły???
Dzisiaj piątek, chyba nadrobię How To Get Away With Murder. Niedawno skończyłam ostatni sezon Breaking Bad i muszę przyznać... przemistrz! Ostatnio również skończyłam AHS: Hotel, który moim zdaniem był klapą, bo kompletnie nie dorównywał do poziomu wcześniejszych sezonów. Jakiś czas temu zaczęłam Mr. Robot, który podobno jest dobry, ale mi chyba nie podchodzi. Macie jakieś propozycje dla mnie z tych nowszych produkcji? Słyszałam, że Making A Murderer jest sztos?!
piątek, 5 lutego 2016
the mountains are calling
Hejo! Kto ma już ferie? Ja je właśnie kończę i staram się nie myśleć o wszystkich szkolnych rzeczach, które powinnam właśnie robić. Szczególnie przeraża mnie fakt, że czeka na mnie jeszcze kilkaset stron Lalki do przeczytania, a ja ciągle znajduję sobie jakąś bezsensowną wymówkę, aby tylko nie czytać lektury (jedynym pozytywnym aspektem jest fakt, że to w końcu nie jest tekst z romantyzmu!). No ale pozwolę sobie do niedzieli, czyli do końca ferii o tym nie myśleć. Jak minęły mi ferie? Bardzo pozytywnie. Po raz kolejny spędziłam je z rodzicami i ze znajomymi w górach - w Zakopanem. Yas! Uwielbiam to miejsce i z każdą moją kolejną wizytą uwielbiam je jeszcze bardziej. Ogromnym zdziwieniem w tym roku był brak śniegu i pogoda bardziej przypominająca wiosenną niż zimową. Co prawda nie jestem fanką mrozu i śniegu (o czym Wy doskonale wiecie, bo podkreślam to kiedy tylko mogę) no ale w Zakopcu...to już inna sprawa! Nie jeździłam w tym roku na nartach, nad czym ubolewałam najbardziej. Moją jazdę na nartach ograniczam do zjeżdżania z prostych i krótkich odcinków (nie wiem jakim trzeba byłoby być debilem żeby popełnić jakikolwiek błąd podczas jazdy na takim odcinku) i chyba nawet nie wiem czy to też zalicza się do jazdy na nartach. Anyway. Mieliśmy jednak szczęście, że mogliśmy zobaczyć na żywo skoki narciarskie. Ekstra przeżycie. Zwłaszcza, że przez przypadek znaleźliśmy się w taksówce z jednym z sędziów skoków narciarskich, przez co mieliśmy "vipowski" wjazd taksówką pod samą skocznię:) Głupi ma zawsze szczęście, no nie?! Jak byliście w Zakopcu, to dobrze wiecie, że tutaj zawsze jest co robić i gdzie chodzić. Ja codziennie robiłam po 7-10km i w sumie nawet tego nie odczuwałam. Kocham góralski klimat - wszystkie te karczmy, jedzenie, ludzie, jedzenie...no ale wszystko co dobre szybko się kończy. Zostały mi ostatnie trzy dni lenistwa i mam tylko nadzieję, że wczesne poniedziałkowe wstawanie nie wzbudzi we mnie instynktów mordercy.
Buziaki dla Was! Till the next post! xo
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























































