wtorek, 17 lutego 2015

with love, from morocco

Cześć ludziki! Ja jestem już po feriach, zwarta i gotowa do działania (chyba)! Pierwszy tydzień ferii przechorowałam, a drugi tydzień ferii spędziłam w Afryce. Pisałam Wam w ostatniej notce, jak bardzo kocham podróżować i zwiedzać. Sprawia mi to ogromną frajdę. Spędziłam tydzień w Maroko, w Agadirze. Od zawsze Maroko kojarzyło mi się z pięknymi budowlami, niezwykłą ceramiką, a także z całą gamą barw w otoczeniu. Już od jakiegoś czasu miałam małą zajawkę na Maroko i akurat tak wyszło, że udało nam się pojechać tam za last minute. Wylatywaliśmy z Warszawy, dlatego też dzień wcześniej już wyjechaliśmy i jedną noc spędziliśmy w hotelu. W Warszawie mieliśmy praktycznie całe wolne popołudnie, więc poszłam do Złotych Tarasów. Z Polski wylatywałam w piątek rano. To znaczy... tak jakby rano. Wsiedliśmy do samolotu, czekamy na odlot, aż tu nagle jakaś awaria samolotu. Musieliśmy wszyscy przesiąść się do innego, co skutkowało dwugodzinnym opóźnieniem. W Maroko byłam w piątek gdzieś o 17:00. Z lotniska do hotelu mieliśmy jakąś godzinę drogi autobusem. Muszę przyznać, że oglądanie życia codziennego Marokańczyków przez szybę autobusu w drodze do hotelu było dla mnie ciut... szokujące. Wręcz byłam trochę przerażona. W głowie od razu utworzył mi się czarny scenariusz na kolejne siedem dni w tym kraju, w tym kontynencie. Ruch drogowy w Maroko?! Huh?! Przejście na pasach na zielonym świetle wcale nie jest takie łatwe jak wam się może wydawać! Wszyscy na siebie trąbią, nikt nikogo nie przepuszcza, a jak masz zielone światło to musisz szybko przebiegnąć, bo jak nie to będą trąbić! Ha! Dziwnie, co? Drugi dzień w Maroko, kiedy to zapoznałyśmy się już dokładniej z otoczeniem, był całkowitym przeciwieństwem tego, co spodziewaliśmy się wcześniej. Dużo osób mówiło/pisało, że ludzie są tutaj bardzo niemili i niebezpieczni. Widocznie za bardzo wzięliśmy to do siebie. Ludzie są całkowicie inni niż u nas, w Polsce. I mówię to w jak najbardziej pozytywnym sensie! Po trzech dniach pobytu w Agadirze, znałyśmy imiona pracowników hotelu/ sprzedawców a nawet kierowcy busa. Ciężko tam jest przejść 10m tak, aby nikt cię nie zaczepił, nie zaprosił na herbatkę, nie przywitał się z tobą czy też nie powiedział ci, że lubi polskich turystów. Ludzie tam są tak pozytywni, że aż ciężko wyobrazić sobie coś takiego w naszym kraju. Przez pierwsze dwa dni nie mogłam zdzierżyć tych ich tego zaczepiania, ciągłego uśmiechania i witania, a także zapraszania do swoich sklepów i targowania. A pod dwóch pierwszych dniach, ja zaczęłam to uwielbiać. Z wszystkimi się witałam, z wszystkimi rozmawiałam... i się nawet targowałam! Kurcze, jak ktoś się umie dobrze targować, to może za śmieszne pieniądze wyjść z pełną torbą pamiątek - biżuterii, ubrań, gadżetów. Ja jestem oczarowana marokańską biżuterią i trochę jej do domu przywiozłam. Podczas pobytu w Agadirze mieszkałam w hotelu Anezi Tower. Wydaje mi się, że był to jeden z najwyższych hoteli w tym mieście. Pomimo tego, że pokoje i kuchnia były bardzo przeciętne, to widok z balkonu nadrabiał za wszystko inne. Genialny widok na ocean, świecący się napis na ich górze, palmy i baseny. Damn! Już za tym tęsknię. Jedyne za czym nie będę tęsknić, to ich modły do Allaha o 5:00 nad ranem, które było słychać haha! Jednego dnia wybraliśmy się na wycieczkę po Agadirze z przewodnikiem, który jest z Maroko, ale studiował w Polsce. Zaprowadził on nas m.in na Souk - ogromy targ, na którym oprócz ubrań, butów, okularów i biżuterii kupimy również codziennie świeże warzywa, owoce, przyprawy. Zakochałam się w tym miejscu. Na sam widok ogromnego stosu pomarańczy cieszyła mi się buzia. Naprawdę przegenialne miejsce, jedno z moich ulubionych ever. Wiecie co jest w tym wszystkim ciekawe? Ten cały Souk na noc jest zamykany tylko bramką i nikt tego nie pilnuje. Nikt nie ma prawa czegoś ukraść, a jeśli to zrobi, to Allah im tego nigdy nie wybaczy. Jak pewnie wszyscy dobrze wiecie, ich religia jest bardzo związana z ich codziennością. Naprawdę ciekawym, jak i nowym zjawiskiem była dla mnie ich Siesta, która zaczynała się równo w południe. Nie ważne co robisz, nie ważne gdzie jesteś - jak jest czas na Siestę to zostawiasz wszystkie swoje obowiązki, parzysz herbatę i idziesz z rodziną na piknik (piknik gdziekolwiek, ważne że jest kawałeczek trawy). Bardzo fajny widok. Cała rodzina siedzi razem na kocu, wszyscy piją herbatę, jedzą tażiny i po prostu rozmawiają. No właśnie - rozmawiają. Mogłabym na palcach jednej ręki policzyć ile ja przez cały mój pobyt widziałam dzieci z telefonem w ręku. Wszyscy na plaży grają w piłkę na wyznaczonym przez piasek polu albo też biorą bębny i śpiewają ze znajomymi. Innego dnia wybraliśmy się na wodospad Immouzer. Co prawda w Maroko średnio pada jeden dzień w roku, więc wód w rzekach praktycznie nie ma. Znaleźliśmy propozycję wycieczek z miejskiego biura podróży i za małe pieniądze można było organizować sobie wycieczki. Organizator wycieczki był mega zakręcony - cały czas coś gadał, śmiał się i śpiewał. A jak się go prosiło, żeby się w końcu zamknął, to śpiewał jeszcze głośniej z jeszcze większym uśmiechem na buzi. Widoki podczas tej wycieczki były po prostu przepiękne. Pomimo tego, że droga miała tryliard zakrętów i miała jakieś dwa metry szerokości (czasami zamykałam oczy ze strachu!). Genialny widok zobaczyć kilka osiołków, które idą same drogą i nikt kompletnie im nie mówi gdzie mają iść. Aczkolwiek ludzie na osiołkach to też niecodzienny dla mnie widok! W hotelu mieliśmy kilka basenów i leżaki, dlatego też zawsze rano po śniadanku łapałyśmy jak najwięcej promieni słońca. Oczywiście zgadnijcie kto się opalił najmniej... hmmm. Ja. Co prawda trochę się opaliłam, aczkolwiek z roku na rok coraz trudniej jest mi się opalić. Jeśli chodzi o jakieś "marokańskie minusy" to dla mnie jest to zdecydowanie jedzenie. Tażin - pycha. Ale reszta jest dla mnie kompletnie bez smaku. We wszystkim brakowało mi soli, no ale co tu się dziwić, jak ja z Polski jestem haha:) Przez ten cały pobyt narobiłam tysiące zdjęć i setki filmików, do których nie raz będę wracała. Wszystkie te otaczające mnie kolory, palmy... oj dobrze wiecie, że ja lubię taki klimat! Maroko to magiczne miejsce, do którego z chęcią jeszcze kiedyś wrócę. Mnóstwo pozytywnych wniosków do dnia dzisiejszego wyciągam z tej afrykańskiej podróży. W ostatni dzień, niedaleko naszego hotelu poznaliśmy Ibrahima. Co prawda widzieliśmy go przy swoim straganiku z biżuterią codziennie. Ibrahim mieszka na tym swoim straganiku i śpi na trawie. Miał kiedyś dziewczynę Jadwigę (Polkę) i naprawdę dobrze mówi po polsku! Ale mniejsza z tym. Ibrahim powiedział, że jemu ni potrzebny jest dom, samochód i dużo kasy. On chce tylko mieć gdzie spać, co jeść i chce Jadwigi z powrotem. Mam na telefonie świetny filmik, jak on to wszystko mówi. Jak ja uwielbiam takich pozytywnych ludzi! Kurcze. Muszę już kończyć pisać, bo za bardzo zaczynam tęsknić za tym wszystkim co tam zobaczyłam, odwiedziłam, powąchałam i posmakowałam. No z tym "wąchaniem" to oczywiście żartowałam, bo olej arganowy to mi się będzie śnił po nocach w koszmarach! Was zostawiam ze zdjęciami, które moim zdaniem są jedyne w swoim rodzaju. Bardzo dużo zdjęć dodawałam na instagramie: @paaali więc zapraszam. Wam życzę miłego dnia i możliwości wyjazdu do Maroko! Bo naprawdę warto. Kraj całkowicie różniący się od naszego, tryskający optymizmem...  i olejem arganowym, który mdli mnie na samą myśl!

9 komentarzy:

  1. jejku jak tam ładnie, zazdroszczę Ci :D
    +czym robiłaś zdjęcia bo są świetne?

    OdpowiedzUsuń
  2. Super zdjecia :)
    Pozdrawiam! + obserwuje

    http://yagodamelody.blogspot.se/

    OdpowiedzUsuń
  3. może powinnaś założyć swoją stronę na facebooku? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie czuję takiej potrzeby. ;)

      Usuń
  4. Czytałam Twojego bloga właściwie od zawsze i śmiało mogę stwierdzić, że posty i zdjęcia są coraz ciekawsze.
    Oby tak dalej :)

    Zapraszam do mnie, dopiero zaczynam :)
    another-view-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Ayyy! Dobrze wiedzieć!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Błagam, naucz sie odmieniać "Maroko"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście mam z tym problem i cały czas to mieszam. Ale żeby mnie od razu błagać?
      Pozdrawiam! Palistory.

      Usuń